Radek Pyffel (@RadekPyffel) header
Radek Pyffel (@RadekPyffel) profile picture

Polska, Chiny, Azja, Pacyfik i wiele innych. Koncert mocarstw, gospodarka, technologie i infrastruktura. Polska/EU w świecie Pacyfiku. English/中文.

世界-就是我的家
Joined April 2011
Photo by Radek Pyffel (@RadekPyffel)Photo by Radek Pyffel (@RadekPyffel)Photo by Radek Pyffel (@RadekPyffel)Photo by Radek Pyffel (@RadekPyffel)Photo by Radek Pyffel (@RadekPyffel)Photo by Radek Pyffel (@RadekPyffel)Photo by Radek Pyffel (@RadekPyffel)Photo by Radek Pyffel (@RadekPyffel)Photo by Radek Pyffel (@RadekPyffel)
Serdecznie zapraszam na debatę poświęconą wynikom wyborów w USA i ich znaczeniu dla Polski. Porozmawiamy o tym, jak zmiany układu sił w Kongresie i Senacie USA mogą wpłynąć na relacje transatlantyckie, politykę zagraniczną i przyszłość USA (i Polski). Poprowadzę debatę z wybitnymi gośćmi i znawcami tematu, a będą nimi: Marek Magierowski, prof. Katarzyna Pisarska, Magdalena Górnicka-Partyka i Piotr Zaremba. Kiedy? 📅 Piątek, 6 listopada 2026 r. 🕕 Godz. 18:00 (rejestracja od 17:30) Gdzie? 📍 Klub Hybrydy, ul. Złota 7/9, Warszawa W programie prezentacja powyborcza, debata, pytania od publiczności i networking. Wstęp wolny! Serdecznie zapraszam! W imieniu @InstSobieskiego i własnym.
2
2
1,330
WYBORY W STANACH, A CHINY. O ile w polskiej kulturze politycznej wybory w USA postrzega się jako wojnę Dobra ze Złem i Jasności z Ciemnością, a ich wynikowi przypisuje często charakter rozstrzygnięć absolutnych (i niemalże ostatecznych, stąd częsta wręcz mistyczna wiara w czerwone, a potem niebieskie fale, czy poczucie końca świata/euforii po ogłoszeniu wyników) to w Chinach podejście do nich jest zgoła odmienne. Osoby nieświadomie polityczne a takich w społ.chińskim jest większość, często po prostu nie rozumieją dwupartyjnego systemu amerykańskiego. Elity chińskie/partyjne mają do niego duży dystans i często zwyczajnie nie wierzą by istniały jakiekolwiek różnice między czerwonymi, a niebieskimi, demokratami i republikanami. A a nawet jeśli wierzą, że takie różnice rzeczywiście istnieją, to i tak nie wierzą, że cokolwiek one zmienią w relacjach USA-Chiny, zakończą strategiczną rywalizację, czy rozbieżności w tak kluczowych kwestiach takich jak: Tajwan, dostęp do technologii, czy wojny handlowe. Po pierwsze percepcja, a po drugie, powiedziałbym sinocentryzm. O ile w PL praktycznie każdy scenariusz pol. bierze pod uwagę syt. w Waszyngtonie, albo stolicach europejskich, a nasze partie polityczne zabiegają o sojuszników i poparcie z zewn, o tyle Chiny koncentrują się na sobie i swoich planach, takich jak np ostatni 15 plan 5-letni (skupiający się na skalowalności nowych branż (tzw "nowych sił wytwórczych") vide AI, robotyzacja, nowy automotive, biotechnologia itd) Po trzecie, Xi jest teraz z pewnością bardziej zainteresowany krajowym podwórkiem. Świadczą o tym liczne dymisje, zniknięcia z obrad i przetasowania na szczytach chińskiego kierownictwa przed XXI Zjazdem Partii w 2027. Nowe porządki dotyczą zarówno dyplomacji, finansów samej partii, jak i (a może przede wszystkim) armii. Są to sprawy na tyle istotne, że zmiana Republikanów na Demokratów (nawet jeśli następuje w Teksasie lub Kansas) nie jest tym, co skupia uwagę elit (oczywiście nie mówię hobbystach, specjalistach czy publicystach). Po czwarte, z taktycznego punktu widzenia taki wynik wyborów i scenariusze, jakie zaczynają się z niego wyłaniać, są dla ChRL raczej pozytywne. Osłabiony Trump będzie blokowany w polityce wew, co może go ograniczyć także na zewnątrz. Z drugiej strony, wiele komentarzy z Chin przytomnie zauważa że polityka zagr. oraz militarna i tak pozostanie w gestii osłabionego teraz prezydenta. Czy zatem ten nowy układ, kt. wyłoni się po wyborach będzie dla Chin korzystny? Wszystko zależy od tego jaką strategię przyjmie Trump i w jakiej będzie formie. Jeśli będzie współpracował z opozycją i/lub odpuści jej politykę wew i dzięki temu będzie lepiej performował w polityce zagr. to taki wariant może się okazać dla Chin mniej korzystny niż wcześniejszy, w którym Trump miał wielką władzę, ale popełniał sporo błędów. Jeśli Trump rozpocznie totalną konfrontację, a konflikt w Ameryce będzie eskalował, to oczywiście będzie to woda na młyn Pekinu i wariant wręcz idealny, znacznie lepszy niż 2024-26. W Chinach na pewno sobie zdają sobie z tego sprawę i po prostu będą teraz- bez większej ekscytacji i podniecenia- czekać na reakcje Trumpa na nowy układ w obu Izbach. Podobnie sytuacja wygląda w kwestii Rosji i zaproponowanej przez Putina nowej Jałty. Czy Trump wiedząc, że nie ma poparcia, odpuści sprawę, czy wręcz przeciwnie: poczuje zew i "ostatnią szansę" na "zapisanie się w historii" intensyfikując relacje z Rosją, próbując doprowadzić do "Nowej Jałty"? To ChRL może b.łatwo storpedować i wyłączyć. Albo nie dołączając się do takich rozmów, albo biorąc w nich udział i doprowadzając do banalnych konkluzji. Ba! Mogą sprawdzić (osłabionego) Trumpa i je zainicjować! Odwrócony Kissinger może być wyłączony z jeszcze większą łatwością, a demokratyczna większość na pewno będzie temu dodatkowo sprzyjać. Reasumując: nie ma podniecenia. Przez największą intensywność presji Trumpa Chiny już przeszły jesienią 2025, a to co najważn. wydarzy się w styczniu
1
2
15
2,629
Brutalne fakty są takie, że Trump i MAGA przegrywają 0-3 serię najważniejszych geopolitycznie wyborów 2026 roku. Kwiecień- Węgry Orbana Viktora (walka o wpływy z Brukselą, wygrywa Bruksela) Październik- Brazylia Luli (walka o "doktrynę Donroe" i wyłączne wpływy w zachodniej hemisferze- porażka Bolsonaro juniora i ucieczka (wygnanie go?) z kraju). Listopad- wybory połówkowe, które zamieniły się w plebiscyt Trump-antyTrump i porażka wywołana mobiizacją demokratów, oraz frustracją własnych zwolenników z powodu drogiego paliwa (wojna z Iranem). 2024/25 zapowiadał znacznie lepszą passę... Trumpizm (wówczas jeszcze trumpizm-muskizm) odnosił sukcesy, budził strach i przerażenie liberalnych elit. Wydawało się, że będzie obalał i strącał z szachownicy kolejnych władców demokratyczno-liberalnych. Wymieńmy tylko: Milei (Argentyna, 2024), Asfura (Honduras), Nawrocki (Polska), Kast (Chile, 2025) a także przerażenie i natychmiastową dymisję Olafa Scholza (w noc listopadową 2024 roku). W 2026 udało się jeszcze wynieść do władzy Pezeszkiana w Armenii (maj), de la Espriellę w Kolumbii (czerwiec) i Fujimori w Peru (również czerwiec) Jesienią przyszły jednak ciężkie porażki w ultraważnych wyborach w Brazylii i USA, które pokazują że coś się jednak zacięło... To ciekawa sytuacja przed serią wyborów europejskich w 2027 roku, które będą decydować o przyszlości Europy na kilka najbiższych lat (a może dłużej). Jak mocna jest i będzie MAGA i trumpizm, zobaczymy w 2027 roku. Także w Polsce, gdzie Donald Tusk ustawił już "3 konfederacje" do polaryzującego starcia zapewne między innymi wokół tej kwestii: Za, czy przeciw trumpizmowi i MAGA?
3
29
5,323
Dlaczego Trump przegrał? Czy osłabiony i zraniony będzie "jeszcze bardziej odlotowy" publikując jak w końcówce kampanii memy z Elvisem lub opowiadajac o remoncie basenu? A może nikomu nie będzie do śmiechu, bo podrażniony, będzie "odreagowywać" wyborczą porażkę w polityce zagranicznej (zapewne na Iranie, ale niewykluczone, że na Unii Europejskiej lub Zełeńskim)? Czy też Trump "weźmie się w garść" i blokowany w polityce wewnętrznej, pokaże teraz prawdziwy kunszt w polityce światowej? Donald Trump wygrał wybory w 2024 roku, przekonując miliony Amerykanów, że potrafi przywrócić im bezpieczeństwo ekonomiczne, opanować inflację i zakończyć kosztowne zaangażowanie USA w zagraniczne konflikty. Dwa lata później republikanie tracą obie izby Kongresu, a demokraci wygrywają nawet tam, gdzie jeszcze niedawno wydawało się to niemal niemożliwe. W Kansas, które nie wybrało demokratycznego senatora od 1932 roku, zwycięża kandydat demokratów. Podobnie w Teksasie, gdzie kończy się 38-letnia seria republikańskich zwycięstw w wyborach do Senatu. "Co tam się wydarzyło?" Warto spojrzeć na liczby, bo pokazują coś znacznie ciekawszego niż zwykłe zmęczenie urzędującym prezydentem. Niemal 90% ankietowanych wyborców uznało koszty życia za istotny czynnik przy podejmowaniu decyzji, a około dwóch trzecich oceniło, że polityka Trumpa pogorszyła sytuację gospodarczą. Cła, wysokie ceny, wojna z Iranem i jej konsekwencje dla rynku energii. Amerykanie, którym obiecywano szybkie obniżenie kosztów życia, nadal mierzą się z drogimi zakupami, paliwem i rachunkami. Tymczasem administracja koncentrowała uwagę na wielkich projektach politycznych i międzynarodowych. Ale jest jeszcze drugi, być może równie istotny problem. Trump zbudował ruch polityczny oparty w ogromnej mierze na własnej osobie, a następnie próbował przenieść swoją popularność na kolejnych kandydatów. Nie wszędzie się to udało. W Teksasie, Karolinie Północnej czy Południowej kandydaci przez niego popierani przegrywali, a wyborcy niezależni oraz część młodszych i latynoskich wyborców odwrócili się od republikanów. Okazało się, że poparcie dla Trumpa w wyborach prezydenckich nie musi automatycznie oznaczać poparcia dla całej Partii Republikańskiej. Sam Trump, jak to Trump. Stwierdził że gdyby kandydował sam to byłoby lepiej. Nie oznacza to jednak, że Amerykanie nagle pokochali demokratów. Badania pokazują również duże rozczarowanie obydwoma partiami. Wyborcy nie tyle udzielili demokratom bezwarunkowego poparcia, ile postanowili ograniczyć swobodę działania obecnej administracji. Około 70% uważało, że Kongres nie kontroluje prezydenta wystarczająco skutecznie. I tu zaczyna być ciekawie. Trump pozostaje w Białym Domu, ale będzie musiał funkcjonować z Kongresem kontrolowanym przez przeciwników. Może szukać kompromisów i koncentrować się na gospodarce albo wejść w kolejną fazę konfrontacji, wykorzystując prezydenckie uprawnienia wykonawcze. Demokraci z kolei będą musieli udowodnić, że potrafią zaoferować coś więcej niż sprzeciw wobec Trumpa. Czy zatem obserwujemy początek końca politycznej dominacji Trumpa, czy jedynie klasyczny amerykański mechanizm ograniczania władzy prezydenta w połowie kadencji? I co ważniejsze dla Europy: czy osłabiony wewnętrznie prezydent będzie bardziej skłonny do kompromisów międzynarodowych, czy przeciwnie, będzie próbował odzyskać polityczną inicjatywę poprzez działania na arenie światowej? Czy zraniony Trump, będzie "jeszcze bardziej odlotowy" i/lub będzie "odreagowywać" wyborczą porażkę w politycy zagranicznej (np jeszcze brutalniej atakując Iran)? Czy też "weźmie się w garść" i blokowany w polityce wewnętrznej, pokaże prawdziwy kunszt w polityce światowej?
3
3
19
3,404
Nokaut Trumpa, koniec MAGA? Wzmocniony Tusk? Co z Polską? Zapraszam w wolnej chwili na Cyfrową Sicz: youtu.be/KTXBdCILHWc
7
1,699
Kilka wniosków i refleksji po porażce Trumpa: Wojna z Iranem okazała się być bardzo, bardzo kosztowna. Ruch MAGA nie skończył się, ale utracił dawną żywotność. Prezydent Trump nadal zachowuje dużą władzę przemnożoną przez wielką siłę Imperium Amerykańskiego. Może przeprowadzać bombardowania i akcje militarne. Być może kolejna taka akcja już wkrótce na Kubie (na wzór wenezuelskiej). Iran musi się mieć na baczności, bo stracił atut wyborach amerykańskich, które były swoistą groźbą bomby atomowej. Ta bomba już wybuchła i dotychczasowa groźba przestaje działać. Trump zachowuje ogromną władzę w polityce zagranicznej imperium Amerykańskiego. Może bombardować i przeprowadzać akcje militarne, ale po utracie większości w obu Izba pole manewru w polityce zagranicznej jednak się kurczy. Komentatorzy chińscy twierdzą że wybory w zasadzie nic nie zmieniają, że zmienia się głównie układ sił w polityce wewnętrznej Stanów Zjednoczonych a nie ich polityka zagraniczna. Ale... - umówmy się- Chiny nie są zrozpaczone, takim obrotem spraw i po 3 listopada znalazły się w lepszej sytuacji Trump może wybrać trzy scenariusze: "Realizowanie się" w polityce zagranicznej ( co może przyjąć różne formy, od bardzo dojrzałej po kolejne dziwne ruchy, memy z Elvisem, niezrozumiałe wypowiedzi i posunięcia. Drugi scenariusz to żmudna współpraca z zwiększą demokratów w Kongresie i Senacie. A trzeci- na które na pewno liczą komentatorzy we wszystkich krajach- to widowiskowa konfrontacja i "toralna nawalanka" w Ameryce. Wzmocniony wychodzi na pewno Donald Tusk, który przeczekał czas niesprzyjającej koniunktury politycznej. Nadal będzie musiał zachować ostrożność, ale zdecydowanie "wychodzi spod presji MAGA, Trumpa i trumpizmu.. Co z tego wyniknie w Polsce i dla Polski, czas pokaże. Nadal brak odpowiedzi na najważniejsze pytanie w relacjach USA Europa. Czy Amerykanie chcą pozostawić siły w Europie? Czy chcą je pozostawić tych samych miejscach co w ostatnich dekadach, czy przesunąć je na Wschód? Czy chcą pozostawić Europę Europejczykom czy też brać udział w tworzeniu nowego ładu w Europie? W Stanach zaczyna się już kampania prezydencka 2028.
19
19
1
192
32,758
A więc jednak... Zwycięstwo Donalda Tuska w Ameryce. Wystrzeliły korki od szampanów w salonie liberalnym. Zmiażdżony Trump nie okazał się niedoszacowany w sondażach. Demokraci nokautują i odbijają obie Izby. Zwiążą teraz ręcę MAGA-prezydentowi blokując jego inicjatywy i ruchy. Donald Tusk przeczekuje bardzo niekorzystny dla niego okres dominacji MAGA i trumpizmu i doczekuje się momentu, w którym koniunktura międzynarodowa staje się dla niego bardzo korzystna. Czy to oznacza usunięcie największego "bezpiecznika" potencjalnie blokującego konsolidację władzy w Polsce? "Ostateczne rozwiązanie problemu "prawicy" RP" przy wielkim wsparciu Brukseli? Cieszy się bowiem także (liberalna) Europa i Bruksela. Słaby, pobity i przy tej skali porażki właściwie skompromitowany Trump to przyspieszenie (choć opór wciąż będzie silny) centralizacji całego kontynentu i integracji z nim Polski A jeszcze nie tak dawno triumfowała MAGA i Trump. Wydawało się, że jest to trend który na trwałe zmieni Polskę, Europę, świat... Ale długo to nie potrwało... Budzimy się dziś w nowej rzeczywistości. Teraz po zmianie w centrum i sercu imperium, dojdzie do "aktualizacji" sytuacji na wschodniej flance i w Polsce. Zapnijmy pasy. Będzie ciekawie.
Strona konserwatywna trzyma kciuki, licząc na to, że Trump jest ponownie niedoszacowany w sondażach. Tak, tak Proszę Państwa... Dziś w nocy wyniki najważniejszych w Polsce wyborów w 2026 roku. Zmiana w sytuacji w centrum i sercu Imperium będzie miała bowiem ogromny wpływ na sytuację na wschodniej flance i w Polsce. Porażka Trumpa i Republikanów, spowoduje wystrzał korków od szampana w polskim salonie liberalnym i usunie "bezpiecznik" jakim są rządy Donalda Trumpa, potencjalnie blokujące lub zagrażające konsolidacji władzy władzy przez Donalda Tuska i stronnictwo europejskie. Utrata przez Republikanów Izby Reprezentantów (w zasadzie pewna) i Senatu (waży się) będzie oznaczać, że trumpim jako siła polityczna i ideologia wyczerpuje swoje możliwości (a Ameryka nędzie musiała w większym stopniu skupić się na swoim wewnętrznym konflikcie). To byłby wiatr w żagle Donalda Tuska, który po (sprytnym) przeczekaniu niekorzystnej koniunktury politycznej i przy zdecydowanym poparciu przez Unię Europejską, mógłby zdecydować się na wariant (wyczekiwanego i wymarzonego chyba?) "ostatecznego rozwiązania" "problemu szerokiej koalicji obozu prawicowego" (lub "antytuskowego" PIS+ dwie Konfederacje). Na korzyść Donada Tuska i obozu liberalnego działać będą głosy młodzieży i Latynosów, oraz demobilizacja białych amerykańskich robotników. Na korzyść szerokiego obozu prawicowego (lub "antytuskowego) wspomniane możliwe niedoszacowanie w sondażach i nieznaczna przewaga Republikanów w sondażach która nie musi stopniać poniżej 50 mandatów. Szykuję się więc nie tylko kolejna gorąca noc w polskiej polityce, ale i (prawdopodobnie) bardzy ważny dzień w historii Rzeczpospolitej, której los będzie się dzisiaj decydował między innymi w Teksasie, Iowa, Ohio i na Alasce. Już jutro rano czasu polskiego, możemy ("mniej więcej") wiedzieć "w jakiej Polsce się obudziliśmy" (i nie chodzi tu o sytuację geopolityczną, którą w Polsce nikt się już chyba od kilku lat (na poważnie) nie przejmuje, ale lokalną scenę polityczną) Założę się, że wielu nie zmruży oka tej nocy...
62
19
223
42,627
Kluczowe starcia dzisiejszej nocy (czasu polskiego) do Senatu USA.
3
5
2,710
Przemysław Czarnek premierem w 2027 roku? Jeszcze tydzień temu wydawało się to mało prawdopodobne, ale przez ostatnie 7 dni wydarzyło się tak wiele, że jesteśmy już w zupełnie innym miejscu (by nie powiedzieć rzeczywistości). Jeśli przeliczymy poparcie sondażowe na mandaty PIS, narodowców, Korony i Nowej Nadziei, to... wcale nie jest to takie nierealne... Oczywiście do wyborów jeszcze wiele się może zmienić (niektórzy twierdzą, że tak wiele, że się w ogółe nie odbędą 😉 ). Ale sam fakt, że dziś możliwa wydaje się nyć szeroka koalicja PIS+ 2 Konfederacje (z Przemysławem Czarnkiem jako "naturalnym" w takim układzie kandydatem na premiera) pokazuje jak wiele zmieniło się od ostatniego tygodnia...
28
1
33
10,042
Radek Pyffel retweeted
Awantura i szlachecki zajazd pod Trybunałem Konstytucyjnym. Ambasadorowie (których RP nie ma już zbyt wielu, w tym w krajach globalnych mocarstw) opuszczają placówki i zjeżdżają do kraju. Polska zaczyna być postrzegana jako kraj nieprzewidywalny, niestabilny i wewnętrznie skonfliktowany. Widzi to i od razu uderza Siergiej Ławrow, który przekonuje, że RP nie wnosi niczego wartościowego do G20 i nie powinna w ogóle uczestniczyć w jej spotkaniach. Według niego polska gospodarka jest zbyt mała, a Europę reprezentują już przecież inne państwa i Unia Europejska. Polskie starania oficjalnie poparły USA i Chiny. Wielka Brytania zaprosiła na przyszłoroczny szczyt G20 w Manchesterze premiera RP ( nie jest jasne czy będzie nim Donald Tusk, który potwierdził że otrzymał zaproszenie). Tyle że jest pewien problem. G20 działa na podstawie konsensusu. A to oznacza, że Rosja może przez długi czas blokować zmianę składu grupy, nawet jeżeli Polskę poprą Amerykanie, Chińczycy i większość pozostałych państw, członków grupy. Osoby związane z prezydenckim ośrodkiem polityki zagranicznej twierdzą zresztą, że właśnie tak jest i że Polska dysponuje szerokim poparciem, a problemem poza Rosją są jedynie (namówione przez nią do sceptycznefo dystansu wobec PL) Brazylia i co ciekawe Indie (które wbrew ostatnim deklaracjom premiera Tuska nie poparły stałego członkostwa Polski w G20, a jedynie jej udział przy okazji i na marginesie szczytów grupy). W Atlancie na spotkaniu szefów dyplomacji G20 przebywa też Radosław Sikorski a w grudniu w Miami będzie prezydent Karol Nawrocki (ale samo uczestnictwo w spotkaniu nie oznacza automatycznie uzyskania stałego członkostwa). I tutaj mamy dość ciekawe zestawienie. Rosja od lat przekonuje, że chce świata wielobiegunowego, większego znaczenia państw średnich i odejścia od dominacji Zachodu. Kiedy jednak pojawia się propozycja zwiększenia znaczenia (niechętnej Rosji) Polski, Moskwa natychmiast odwołuje się do procedur i próbuje ją blokować. Najwyraźniej wielobiegunowość jest mile widziana, o ile nowe bieguny odpowiadają rosyjskim interesom (a PL im nie odpowiada). Również Ukraina uzgadniając z USA skład delegacji europejskiej na rozmowy z Ameryką pominęła Polskę. Europę będą reprezentować Wielka Brytania Niemcy, Francja. To jednak cios, bo Ukraina to nie Rosja, a Polska zrobiła wiele by jej pomóc, a to (mimo położenia geograficznego, roli strategicznego hubu i wielkości PKB) okazalo się jednak za mało by uczestniczyć w rozmowach ukraińsko-amerykańskich jako część reprezentacji europejskiej. Z polskiego punktu widzenia wejście do G20 nie rozwiąże żadnego z naszych problemów gospodarczych z dnia na dzień. Nie zwiększy automatycznie PKB ani nie zagwarantuje nowych inwestycji. Ale zapewniłoby trwałą obecność przy stole, przy którym rozmawia się o handlu, finansach, surowcach i globalnych łańcuchach dostaw. Czyli o kwestiach mających coraz większe znaczenie dla Polski. Szlachecki zajazd pod Trubunałem, a wkrótce być może kolejne awantury, manifestacje i wystąpienia np. 11 listopada podczas Marszu Niepodległości mogą znacząco utrudnić, a właściwie ostatecznie zatrzasnąć drzwi do G20 przed Polską. I- co oczywiste- w zasadzie uniemożliwić jakiekolwiek wzmocnienie pozycji międzynarodowej. Nowe rozdanie geopolityczne zdarza się raz na kilkadziesiąt lat i wygląda na to, że tego nie umieliśmy wykorzystać (o ile w ogóle potrafiliśmy je dostrzeć). Taka może być niestety brutalna prawda.
77
93
10
573
92,941
Ajajaj niestety... Bardzo niebezpieczna sytuacja... "Bijemy się" w Polsce o Trybunał, a tymczasem "Nowa Jałta" wciąż wisi w powietrzu. FT informuje o rozmowach dotyczących możliwości zorganizowania spotkania Trump- Xi-Putin przy okazji listopadowego szczytu APEC w Shenzhen. Podkreślam: informuje o rozmowach o możliwym spotkaniu, a nie o już uzgodnionym szczycie. Pekin nie potwierdził jeszcze udziału wszystkich trzech przywódców. Ale sam pomysł (który lansuje głównie i przede wszystkim Władimir Putin) jest bardzo groźny dla Polski. Nowa Jałta? To jednak nie takie proste. Trzy mocarstwa, trzy odmienne wizje porządku międzynarodowego, trzy zestawy interesów, które czasami się pokrywają, a czasami wzajemnie wykluczają. Amerykanie chcieliby rozmawiać między innymi o kontroli zbrojeń nuklearnych. Chińczycy od dawna niechętnie podchodzą do negocjacji, które mogłyby ograniczać ich własne możliwości strategiczne. Rosja z kolei próbuje utrzymać status mocarstwa, bez którego nie da się rozstrzygać najważniejszych problemów bezpieczeństwa. I w tym wszystkim Europa. Europejczycy (głównie Zachodni, bo Polacy nawet liberalni nie traktowali tego poważnie) od lat powtarzają hasła o autonomii strategicznej, samodzielności i konieczności odgrywania większej roli na świecie. Tylko że autonomia strategiczna nie polega na wygłaszaniu deklaracji. Polega na zdolności do wpływania na decyzje innych. Gdzie jest więc teraz Europa? Dlaczego nikt nie zaprasza jej do stolika? Jeżeli najważniejsze mocarstwa rzeczywiście zaczęłyby negocjować nowy zestaw zasad bezpieczeństwa, handlu i rywalizacji, to jakie instrumenty nacisku miałaby Europa? Wspólny rynek? Oczywiście. Technologię? W niektórych dziedzinach. Potencjał gospodarczy? Nadal ogromny. Ale kiedy dochodzimy do spraw wojskowych, energetycznych czy strategicznych, obraz robi się... "znacznie bardziej skomplikowany". Nie przesądzałbym, że taki szczyt oznaczałby jakąś nową Jałtę. Interesy Waszyngtonu, Pekinu i Moskwy są zbyt rozbieżne, aby automatycznie zakładać ich porozumienie. Równie dobrze mogliby spotkać się tylko po to, żeby publicznie pokazać skalę istniejących różnic (choć sam udział Rosji w takim układzie i formacie już byłby wielkim sukcesem Putina). Natomiast zadałbym inne pytanie: Czy Europa chce współtworzyć przyszły porządek międzynarodowy, czy przede wszystkim stara się zabezpieczyć przed konsekwencjami decyzji podejmowanych przez innych? Bo to jednak dwie zupełnie inne kwestie i dwie zupełnie różne ambicje. A od odpowiedzi na to pytanie zależy także przyszła pozycja Polski, która "bije się" w swoim przedziale jadąc w jednym pociągu z (prawdopodobnie nieobecną na poziomie globalnym) Europą.
Nowa Jałta z inicjatywy Putina? Znów "zdrada o świcie", a historia się powtarza? W wolnej chwili zapraszam na Cyfrową Sicz: youtu.be/b_IYxc1qV3g
5
2
30
4,802
5 listopada w Sejmie RP niebieskie czapeczki posłów Koalicji Obywatelskiej/obozu liberalnego i skandowanie "Demokraci, Demokraci" (i /lub "Demokracja, Demokracja!")?
4
2
6
2,091
Zaskakująca sytuacja i dość osobliwe zakończenie amerykańskiej kampanii wyborczej. Trump wygłosił wczoraj 54-minutowe przemówienie przed pomnikiem Abrahama Lincolna w Waszyngtonie wiele czasu poświęcając... remontowi basenu refleksyjnego, wymianie rur, nowej farbie, trawie wokół Białego Domu, planowanej bramie triumfalnej i przebudowie infrastruktury stolicy. Zażartował nawet, że mógłby nazwać basen własnym imieniem. Tymczasem według Reuters/Ipsos jego działalność pozytywnie ocenia około 32 proc. Amerykanów, a jednym z najważniejszych problemów wskazywanych przez wyborców pozostają koszty życia. Energia podrożała znacząco w związku z wojną z Iranem. Cła wpływają na ceny części importowanych towarów. Republikanie walczą o zachowanie kontroli nad Kongresem. I w takim momencie amerykański prezydent mówi o remontach w Waszyngtonie. Może dla rozluźnienia atmosfery i odwrócenia uwagi? Można to potraktować jako przykład jego charakterystycznego sposobu komunikowania się z wyborcami: pokazywania konkretnych, widocznych rezultatów działań administracji, również tych niezwiązanych bezpośrednio z gospodarką. Można też zapytać, czy podobna strategia odpowiada na problemy, które najbardziej interesują dziś amerykańskich obywateli. W każdym razie trudno odmówić temu wydarzeniu symboliki. Trump prowadzi negocjacje dotyczące Ukrainy, odpowiada za działania wojskowe na Bliskim Wschodzie i próbuje przebudować globalną politykę handlową. A na zakończenie kampanii wyborczej opowiada o farbie, rurach i pięknie odnowionego Waszyngtonu... Czy ta taktyka się sprawdzi i okaże skuteczna... Zobaczymy dziś w nocy...
4
3
62
11,152
Strona konserwatywna trzyma kciuki, licząc na to, że Trump jest ponownie niedoszacowany w sondażach. Tak, tak Proszę Państwa... Dziś w nocy wyniki najważniejszych w Polsce wyborów w 2026 roku. Zmiana w sytuacji w centrum i sercu Imperium będzie miała bowiem ogromny wpływ na sytuację na wschodniej flance i w Polsce. Porażka Trumpa i Republikanów, spowoduje wystrzał korków od szampana w polskim salonie liberalnym i usunie "bezpiecznik" jakim są rządy Donalda Trumpa, potencjalnie blokujące lub zagrażające konsolidacji władzy władzy przez Donalda Tuska i stronnictwo europejskie. Utrata przez Republikanów Izby Reprezentantów (w zasadzie pewna) i Senatu (waży się) będzie oznaczać, że trumpim jako siła polityczna i ideologia wyczerpuje swoje możliwości (a Ameryka nędzie musiała w większym stopniu skupić się na swoim wewnętrznym konflikcie). To byłby wiatr w żagle Donalda Tuska, który po (sprytnym) przeczekaniu niekorzystnej koniunktury politycznej i przy zdecydowanym poparciu przez Unię Europejską, mógłby zdecydować się na wariant (wyczekiwanego i wymarzonego chyba?) "ostatecznego rozwiązania" "problemu szerokiej koalicji obozu prawicowego" (lub "antytuskowego" PIS+ dwie Konfederacje). Na korzyść Donada Tuska i obozu liberalnego działać będą głosy młodzieży i Latynosów, oraz demobilizacja białych amerykańskich robotników. Na korzyść szerokiego obozu prawicowego (lub "antytuskowego) wspomniane możliwe niedoszacowanie w sondażach i nieznaczna przewaga Republikanów w sondażach która nie musi stopniać poniżej 50 mandatów. Szykuję się więc nie tylko kolejna gorąca noc w polskiej polityce, ale i (prawdopodobnie) bardzy ważny dzień w historii Rzeczpospolitej, której los będzie się dzisiaj decydował między innymi w Teksasie, Iowa, Ohio i na Alasce. Już jutro rano czasu polskiego, możemy ("mniej więcej") wiedzieć "w jakiej Polsce się obudziliśmy" (i nie chodzi tu o sytuację geopolityczną, którą w Polsce nikt się już chyba od kilku lat (na poważnie) nie przejmuje, ale lokalną scenę polityczną) Założę się, że wielu nie zmruży oka tej nocy...
17
4
1
94
67,221
Radek Pyffel retweeted
Prawdopodobnie wystrzelą korki od szampanów w warszawskim salonie liberalnym w nocy z wtorku na środę (czasu polskiego). Na dzień przed wyborami do amerykańskiego Kongresu najnowsze sondaże Siena College dla „New York Timesa” wskazują na przewagę Demokratów we... wszystkich 7 kluczowych wyścigach do Senatu. Kandydaci liberalno-lewicowej opozycji prowadzą w Michigan o 11 punktów procentowych, w (konserwatywnym!) Teksasie o 7, Maine o 6, Ohio i Kansas o 5, Alasce o 2 oraz Iowa o 1 punkt. Republikanie dysponują obecnie większością 53 do 47 mandatów, jednak rosnące koszty życia, ceny paliw i niezadowolenie z polityki Donalda Trumpa zmieniły sytuację przed głosowaniem 3 listopada. Demokraci zyskują poparcie wśród młodych wyborców i Latynosów, a Republikanie tracą część dotychczasowego poparcia białej klasy robotniczej. Wyniki wyborów mogą zmienić układ sił w Waszyngtonie i ograniczyć swobodę realizowania programu Trumpa w II połowie jego kadencji. Izba Reprezentantów na ponad 90% przejdzie do Demokratów, a los Senatu będzie ważył się do samego końca. A zatem gorąco bedzie nie tylko pod Trybunałem Konstytucyjnym i na Alei Szucha, ale również (a może przede wszystkim) za Oceanem, gdzie już jutro odbywają się najważniejszy wybory dla Polski w tym roku.
60
14
7
310
90,835
Radek Pyffel retweeted
Ależ awantura! O zajeździe szlacheckim pod Trybunałem Konstytucyjnym w kontekście gry mocarstw, możliwej nowej Jałty i sytuacji międzynarodowej. Zapraszam w wolnej chwili chwili na Cyfrową Sicz: youtu.be/_kUqiR0tYHc
1
2
21
2,366
No Proszę Państwa... już za niespełna godzinę zacznie się 3 dzień listopada Roku Pańskiego, Roku Pamiętnego 2026. Może być to jeden z najważniejszych dni w historii Polski. Wybory śródokresowe w USA, Zgromadzenie Ogólne Sędziów Trybunału Konstytucyjnego (z nieuznawanym przez m in Prezydenta i dużą część opinii publicznej składem), Rada Bezpieczeństwa Narodowego zwołana przez Karola Nawrockiego, a być może jeszcze jakieś inne (nie do końca dające się teraz przewidzieć) wydarzenia. Miłej nocy i do jutra.
5
1
30
3,271
Łukasz Warzecha z zakazem wjazdu na Ukrainę na 3 lata. Decyzję wydała Służba Bezpieczeństwa Ukrainy po ponad siedmiogodzinnym pobycie na przejściu granicznym. Nie znam przyczyn (aż) tak surowej decyzji ukraińskich władz. Z tego co mówił mi Łukasz Warzecha kilka dni temu na Forum w Krynicy wybierał się do Kijowa na zaproszenie jednej z oficjalnych instytucji. Znałem jego krytyczny stosunek do Ukrainy i krytyczne wypowiedzi, ale wydawało mi się, że jest to wszystko w ramach akceptowalnej (także dla Ukrainy i jej władz) normy. Okazało się, że... jednak nie. Może o tym kiedyś porozmawiany w ramach Nadwiślańskiego Crossu i "rozmów niegodnych polskiego inteligenta" (jeśli Łukasz Warzecha będzie chciał o tym mówić). Żałuję i współczuję.
100
39
4
489
24,689
Czy Państwa zdaniem dynamika wygenerowana europejskim przemówieniem Prezesa Kaczyńskiego i sytuacją pod Trybunałem "nie odbiera tlenu" Rozwojowi+ i nie daje wiatru w żagle Koronie Grzegorza Brauna? Czy podobnie nie będzie 11 listopada gdy w czasie Marszu Niepodległości ulicach Warszawy "szaleć będzie" i "walczyć z Tuskiem" szeroki obóz prawicowy (PIS+konfederacje), a w tym samym czasie (znajdujący się pod progiem w sondażach) Rozwój+ będzie przedstawiał "merytoryczną alternatywę dla Polski" i kolejny po latach 2018-2023 "plan zrównoważonego rozwoju", oraz "wizję modernizacji państwa polskiego"? Wyprowadzenie Korony zza "kordonu" i zwrot PIS w stronę obu konfederacji, pozwoli stworzyć "szeroki front antytuskowy" który zobaczyliśmy 31X pod Trybunałem, a Rozwój+ zostanie (poprzez ten manewr Jarosława Kaczyńskiego) wypchnięty, zmarginalizowany i (politycznie) "zabity"?
11
29
3,297